Witam..
Po raz pierwszy pisze od bardzo długiego czasu..nawet zapomniałam jak to jest...Napisać gdzieś co się dzieje,jak mija mi każdy dzień z mojego życia,co mnie spotyka,co mi się udaje a co nie...
Mam 22 lata...a jakoś wyjątkowo pisać nie umiem...nic szczególnego...po prostu to co leży na sercu, to co zatruwa mój organizm...Nie pisze dla kogoś,pisze dla siebie...
Po tak długiej przerwie, nie wiem co mam tu napisać...z czego się odciążyć...wiele łez już wylanych i wiele szczęśliwych chwil już zapomnianych...
Jak zaczynałam pisać, to było w liceum, heh..jakie to śmieszne z perspektywy czasu... po raz kolejny pisze w wieku 22 lat. Pisze po to by się odciążyć, za dużo sie już tego wszystkiego uzbierało...
4 rok studiów, sesja...egzamin inżynierski - co myśli moja głowa i jak reaguje mój organizm??Serce zaczyna przyśpieszać, ręce się pocą, ciało drży...następuje zaćmienie na samą myśl o wystąpieniu przed komisją...
Mija dzień po dniu,minuta po minucie mojego życia..biore wdech robie wydech staram się iść dalej ale po chwili okazuje się, że wokół nie ma nikogo, nikogo kto uspokoi i przytuli, kto zrozumie co czuje??A dlaczego?? Nie wiem...Przecież mam mężczyznę, który twierdzi, że mnie Kocha...Mam tylu znajomych którzy utrzymują mnie w przekonaniu, ze moge na nich liczyć(DZIĘKUJE), ale mimo wszystko, mimo tych wszystkich rzeczy czuje się samotna...Nawet własna matka nie ma dla mnie czasu...
Mamy "Nowy Rok" pierwszy dzień na uczelni każdy pyta:" Jak tam Święta, jak sie bawiłaś na Sylwestra"...każdy opowiada co robił, ze z rodziną, ze z chłopakiem że z przyjaciółmi...a Ja??Ja milcze...nie mam co opowiadać a wstyd się przyznać że dla mnie "Święta" nie istnieją...ale mimo tego ze nie istnieją to spędziłam je sama, jak palec, w 4 ścianach... nikogo nie było...mojej mamy,jego,ich...zimno,szaro, tylko łzy i smutek...i staranie sie traktować każdy dzień jako nic ważnego, jako zwykły dzień...ale się nie udało...zrobiła sie dziura...i niechęć do wszystkiego..niechęć do nich...a dlaczego??Bo zazdroszcze im uśmiechu, radości i RODZINNYCH Świąt....odkąd tata zmarł nic nie jest tak jak powinno..nie ma żadnych świąt, nie ma rodziny...
Było by troche lżej gdyby on..gdyby mój chłopak mnie zrozumiał...cały czas się kłócimy....o wszystko...ja go męcze, męcze swoja osobą...jestem ZŁA!! Zła na siebie żę mój charakter jest taki a nie inny:/Mówi mi, ze sie zmienie,że nie bede tak reagowała...ale za każdym razem jest to samo:(
Wraca do domu na weekend, ja zostaje we Wrocławiu...i jak tam jest,co wieczór mi pisze, że idzie ze znajomym, znajomymi, ze z tamtym znajomym jest tu i tam...ciesze się że tak ma ale jednocześnie jest mi źle bo ja nie mam z kim, dokąd, gdzie..sama jak palec przed TV albo kompem....i jest znowu kłótnia...
Bardzo mi przykro,że tyle razy starałam sie mu wytłumaczyć jak ja sie czuje, jak ja to widze i dlaczego tak jest...i naprawdę brak mi słów już:( ale on nadal nie rozumie:(:(